photo
Niemcy, Żydzi i folksdojcze - Stanisław Michalkiewicz
Producent: Capital
Najnowsza książka Stanisława Michalkiewicza porusza głównie kwestie dekadencji Polskich elit, tych politycznych ale również intelektualnych. Autor pokazuje skąd się bierze degeneracja "przewodników duchowych" i dlaczego za takowych się uważają. Ważnym tematem książki są też obce ingerencje z zewnątrz, próbujące kształtować politykę naszego państwa.   „Popatrz matko, popatrz ojczeOto idą dwaj folksdojcze.Co za hańba, co za wstyd!Jeden Polak, drugi Żyd.” Toczącej się obecnie wojny polsko-polskiej, jej przyczyn, emocjonalnego natężenia i prawdopodobnych następstw, niepodobna ocenić bez cofnięcia się w czasie do września 1939 roku. Bo właśnie wtedy, 1 września 1939 roku, o godzinie 4:45, wszystko się zaczęło. Kryminaliści na wolności Zgodnie z dekretem prezydenta Rzeczypospolitej z 2 września o amnestii, bardzo wielu kryminalistów wydostało się na wolność. Nawiasem mówiąc, warto odnotować, że o ile Niemcy na Polskę „napadły”, o tyle Armia Czerwona do Polski tylko „wkroczyła” - co oczywiście wygląda zupełnie inaczej. Ale mniejsza z tym, bo chodzi przecież o otwarcie więzień. Dekret prezydenta był bardzo szczegółowy, zobowiązując sądy do stosowania rozmaitych procedur – ale w miarę rozpadania się struktur państwa pod ciosami niemieckiej armii i ucieczek funkcjonariuszy – między innymi – funkcjonariuszy Służby Więziennej, skazańcy po prostu wychodzili na wolność bez żadnych ceregieli. Jednym z uwolnionych w tym trybie więźniów był komunistyczny świątek, Marian Buczek, członek tzw. „wojskówki” KPP, będącej sowiecką agenturą, który wydostał się z więzienia w Rawiczu i zginął od niemieckiej kuli od Ożarowem. Większość jednak nie zginęła, tylko powróciła w rodzinne strony, gdzie wkrótce powróciła do swoich ulubionych zajęć – to znaczy – rabunków i gwałtów. Sprzyjała temu sytuacja w kraju, gdzie stopień bezpieczeństwa gwałtownie się obniżył; niemieckie posterunki rezydowały w miasteczkach i większych osadach, natomiast tereny wiejskie były pozbawione jakiejkolwiek ochrony. Nic więc dziwnego, że na tych obszarach bandytyzm stał się prawdziwą plagą. Można się było tego domyślić nawet z lektury „Bedekers Generalgouvernement” z 1943 roku, czyli przewodnika turystycznego po Generalnym Gubernatorstwie (kto by pomyślał, że coś takiego było – a jednak!), gdzie wśród rad dla turystów zmotoryzowanych czytamy m. in., żeby zabierać ze sobą zestaw do łatania opon, a także - iż podczas podróży „długimi odludnymi odcinkami lub z nocy zaleca się również z obecnym czasie posiadanie przy sobie broni”. Lepsze wyjaśnienie sytuacji znajdujemy w pamiętnikach Adama hr. Ronikiera, prezesa Rady Głównej Opiekuńczej, jednej z dwóch polskich organizacji – pierwszą był Polski Czerwony Krzyż – które oficjalnie działały w Generalnym Gubernatorstwie. W roku 1942 notuje on m.in.: „Na wsi, wobec wzmagającego się do rozmiarów zastraszających bandytyzmu, władze i owo Sonderkommando zaczęły stosować nową metodę zwalczania tej klęski – oto tam, gdzie bandyci się pokazali, a nie daj Boże zaszli do jakiejś chaty z żądaniem żywności, podpalano wsie całe, a ludzi których podejrzewano, że bandytom nie odmawiali wydania żywności lub przenocowania, pomimo że notoryczną i wszystkim znana rzeczą było, ze nikt nie miał środków do obrony przed nimi, wieszano, rozstrzeliwano i pozbawiano dachu nad głową i wszystkiego, co posiadali. W tej formie wykonywana kara (Vergeltung), urągająca wszelkim zasadom najelementarniejszej sprawiedliwości – zaczęła wydawać rezultaty wręcz odwrotne od oczekiwanych przez władze, bo przy stosowaniu tego systemu zwanego „odpowiedzialnością kolektywną”, mieszkańcy wsi i miasteczek, widząc, co ich czeka, zaczęli uciekać do lasu, tworząc własne bandy, zwane powszechnie „ludźmi z lasu”. Te bandy z czasem łączyły się z prawdziwymi bandytami i sytuację całą szczególniej pod względem bezpieczeństwa wsi, doprowadzały do stanu wprost krytycznego.” Podobnie oceniał sytuację Książę Metropolita Sapieha, który w memoriale skierowanym do Generalnego Gubernatora Hansa Franka pisze m.in.: „Na jakie bezdroża moralne i gospodarcze zarazem spycha ten system ludność, będącą w położeniu bez wyjścia? Głód, nędza jednych, a rozbudzona chciwość innych deprawują ludność, a nie są bynajmniej zjawiskiem koniecznym. ( ) Co dzieje się w dystrykcie lubelskim, znane jest Ekscelencji dokładnie. Ludność tam jest od szeregu miesięcy zdana na łaskę i niełaskę bandytów tajemniczego zgoła pochodzenia, grasujących prawie bezkarnie. A za napady ich tępi się Bogu ducha winnych wieśniaków, nie mających z tą robotą nic wspólnego.” „Od szeregu miesięcy...” Jak wiadomo, w czerwcu 1941 roku wybuchła wojna niemiecko-sowiecka. Kiedy po początkowym zaskoczeniu Stalin ochłonął, Sowieci najpierw improwizowali partyzantkę na tyłach frontu, aż dopiero w 1942 roku utworzyli Sztab Partyzancki z Pantelejmonem Ponomarienką, obok Woroszyłowa, jako „głównodowodzacego”. Już w roku 1941 rozpoczęło się przerzucanie dywersantów na teren Generalnego Gubernatorstwa ( pierwsza grupa inicjatywna PPR zost
Sklep: ksiegibarneja.pl
Cena: 45.00 PLN
Przejdź do sklepu