photo
Złoto. Śladami najbardziej pożądanego przez ludzkość metalu - Matthew Hart
Producent: CeDeWu
Tytuł: Złoto. Śladami najbardziej pożądanego przez ludzkość metaluAutor: Matthew HartTłumaczenie: Marta SzablowskaRok wydania: 2015Wydawnictwo: CeDeWuWydanie: IOkładka: twardaISBN: 9788375566840Strony: 230 Książka Matthew Harta, Drogi Czytelniku, to prawdziwe zjawisko na rynku. Nikt dziś nie pisze w taki sposób. Autor z niespotykaną lekkością przedstawia w niej światy odległe w czasie i przestrzeni, zszywając swoją historię jak patchwork z opowieści o imperiach zaginionych w mrokach niepamięci, o współczesnych arenach bezwzględnych rozgrywek politycznych w najpotężniejszych ekonomicznie mocarstwach, o prezydentach zmieniających porządek rzeczy i nędzarzach, którzy za kilka dolarów zjeżdżają w głąb ziemi do pracy w kopalniach. Hart przybliża nam również życiorys pewnego amerykańskiego bogacza - przedsiębiorcy żydowskiego pochodzenia, nie ograniczając się jedynie do epizodu budowania jego fortuny, kreowania marek i spektakularnych bankructw, ale również poświęcając uwagę jego młodości spędzonej w ogarniętej II wojną światową Europie. Czy coś łączy tak oddalone opowieści? Zdecydowanie tak - jest to złoto, szlachetny kruszec, który od wieków rozpala zmysły ludzi. Wraz z początkiem kryzysu gospodarczego w 2008 roku cena złota osiągnęła astronomiczną wartość z poziomu 800 dolarów za uncję do 1900 dolarów. Ten gigantyczny wzrost spowodował ogólnoświatową i niespotykaną dotąd żąd zę wydobycia nowych złóż oraz posiadania złota, znacznie silniejszą niż pożądanie trawiące ludzkość podczas słynnej XIX-wiecznej „gorączki złota". Hart rozpoczyna swą porywającą narrację od reportażu z opanowanego przestępczością piekła najgłębszej na świecie kopalni, następnie cofa się w czasie, aby ukazać nam burzliwą przeszłość tego niezwykłego metalu. Snuje dalej swoją opowieść, której początków można upatrywać u zarania najstarszych cywilizacji istniejących tysiące lat przed naszą erą, w czasach, gdy złoto było symbolem uświęconej, królewskiej władzy; następnie poprzez czasy konkwisty, morderstwa oraz międzynarodowy chaos aż do czasów, gdy złoto stało się zabawką spekulantów i powszechnie uznaną ostoją finansowego bezpieczeństwa. Hart opisuje każdą hossę i bessę, która wystąpiła podczas długiej i burzliwej historii złota, kończąc na nagłym i zaskakującym wyłonieniu się nowego wielkiego gracza - Chin.   Fragment: Przebraliśmy się w białe kombinezony, gumowe buty i zapięliśmy wokół talii ciężkie pasy. Dostaliśmy górnicze kaski i lampy. Przypiąłem do paska ciężką baterię do lampy, nawlokłem na niego Oxyboks i ruszyłem w stronę ogromnej klatki. Każda klatka, tudzież winda, składała się z trzech pięter i mieściła w sumie 120 osób. Gdy najniższe piętro zostało zajęte przez 40 górników, winda zniżała się o 3 metry i wpuszczała następnych 40 na środkowy pokład. Po czym znów opuszczano ją o kilka stóp i zapełniano najwyższy poziom. Cały ten system mający na celu transport ludzi, a nie kruszców żartobliwie nazywany jest ludzką nawijarką. Czasem jednak zdarza się, że górnicy są nawijani na śmierć8. 11 maja 1995 roku w kopalni złota Vaal Reefs, 145 kilometrów na południe od Mponeng zepsuł się silnik w podziemnej kolejce. Ciągnąc za sobą resztę wagonów, kolejka wraz ze 105 górnikami spadła z wysokości ponad dwóch kilometrów. 1 maja 2008 roku w kopalni South Deep należącej do firmy Gold Fields w windzie przewożącej 9 górników zerwała się lina, powodując jej upadek z wysokości 60 metrów. Gdy nasza klatka była już pełna, usłyszeliśmy krótki sygnał dźwiękowy – sekwencję elektronicznych dzwonków9. Powoli, wręcz w żółwim tempie kabina zaczęła się obniżać. Jasny tunel zniknął, światło zbladło i pochłonęły nas skały. Prędkość zwiększała się niemal niezauważalnie, aż w końcu operator kontrolujący dźwig, a przebywający w osobnym budynku, zdjął nogę z hamulca i pozwolił nam spadać w przepaść z prędkością 9 metrów na sekundę. Żołądek podszedł mi do gardła. Nagła zmiana ciśnienia spowodowała, że niemal ogłuchłem. Słyszałem tylko świst powietrza. Cała konstrukcja zgrzytała i grzechotała, jakby nie chciała już odbywać więcej podróży w dół szybu. Woda zbierała się na szkielecie naszej klatki i kapała nam na głowy. Było ciemno jak w grobie. Jedyne światło pochodziło z lampy trzymanej przez któregoś z górników, dzięki czemu mogłem przyjrzeć się kroplom wody spadającym w częstotliwości i zagęszczeniu przypominającym lekką mżawkę. Czasem oślepiało mnie światło mijanych tuneli. Gdy tak pędziliśmy w dół szybu, nasz ciężar ulegał ciągłemu zwiększeniu. Klatka sama w sobie ważyła ponad 9 ton, a zapełniona dwa razy tyle. Dochodzi do tego jeszcze waga stalowej liny utrzymującej windę. Lina miała grubość 6 cm, a odcinek 30 cm ważył około 5,5 kilograma. Oznacza to, że co każde 300 metrów lina dodawała prawie 6 ton ciężaru, 1 tonę na 3,6 sekundy. Wyobraziłem sobie linę rozpływającą się w ciemności dodającą z każdą sekundą coraz więcej stali do naszej podziemnej i tak niemało ważącej klatki. Głębokość, jaką mogą osiągnąć poszczególne dźwigi, ograniczona jest oczywiście ich kons
Sklep: ksiegibarneja.pl
Cena: 69.00 PLN
Przejdź do sklepu